czwartek, 13 kwietnia 2017

Zginęło mi życie


Czasem coś: okładka, uprzedzenie, jedna nieprzychylna recenzja - sprawia, że spisujemy daną książkę na straty jeszcze przed przeczytaniem jej. Przyznaję, popełniłam ten błąd, biorąc na warsztat najnowszą książkę Katarzyny Ryrych Zginęła mi sosna.

Powieść o tym jakże oryginalnym tytule skrywa historię dwóch sióstr z małego miasteczka: Matyldy i Julii. Dziewczyny od najmłodszych lat bardzo się od siebie różniły, w dodatku każde z rodziców faworyzowało inną z sióstr, pogłębiając spory między nimi. Powieść jest zapisem historii Matyldy - młodszej z nich i bardzo zahukanej. To właśnie z jej perspektywy poznajemy całą rodzinę Grawiczów i życie kobiety - od najmłodszych lat aż do jej starości. Różnice z dzieciństwa przełożyły się na zupełnie odmienne losy sióstr w życiu dorosłym: cicha i spokojna Matylda zostaje żoną, kurą domową, świetnie gotuje, wychowuje dzieci i po prostu... jest. Julia - zdolna i piękna - prowadzi burzliwe życie artystki, grając wiele ról, nie tylko na deskach teatru, ale i w codziennym życiu. Z biegiem lat Matylda zaczyna rozumieć, że kluczem do szczęścia nie jest wielka kariera, której nie zrobiła, ale życie dla siebie i w zgodzie z sobą. Czasami jednak taki wniosek formułuje się za późno...


"Zawsze chciałam napisać książkę dla kobiet, ale taką, po którą sięgną również mężczyźni. Nie czytadło, ale książkę. Jedną z tych, jakie się pamięta. Mam nadzieję, że mi się udało" - tak pisze Katarzyna Ryrych o swojej powieści. Rzadko zgadzam się z opisami z okładek, ale te słowa naprawdę dobrze podsumowują książkę. Historia Matyldy Grawicz-Roedlich jest opowieścią zaczerpniętą z dnia codziennego - tysiące kobiet prowadzi życie takie jak ona. Ale diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Należy do nich forma powieści. W książce zaburzona jest chronologia. Dla jednych może to być największy minus, dla drugich - największy plus. Ja zaliczam się do drugiej grupy. Ryrych stworzyła coś w rodzaju strumienia świadomości - codzienne życie Matyldy przeplecione jest wspomnieniami z dzieciństwa i młodości, które pojawiają się nagle, przywołane najczęściej za pomocą czyichś słów lub jakiegoś przedmiotu. Ten sposób narracji bardzo mi odpowiada - sprawia, że zwyczajna na pozór historia zostaje "podrasowana" i nie ginie w zalewie przeciętnych powieści o gospodyniach domowych. 
Kolejny duży plus ode mnie za niedopowiedzenia. Kilka pomniejszych wątków, jak w życiu, pozostaje nieodgadnionych. Powieść cechuje duża doza realności - chociaż to oczywiście fikcja, na pewno nie można nazwać jej "bajeczką". Z całą pewnością gdzieś istnieje Matylda, jej mąż Tadeusz i wnuczka Bisia. Nawet grymaśna i humorzasta Julia, wielbiąca teatr jest mimo wszystko postacią z krwi i kości. Wielkie brawa należą się autorce za język powieści. Dialogi między dorosłymi nawet nie ocierają się o sztuczność, a pytania Bisi kierowane do babci nie raz i nie dwa wywołują uśmiech na twarzy czytającego.

"Zginęła mi sosna" zmusza do refleksji. Przecież każdemu z nas kogoś stawiano za wzór, a już na pewno do kogoś się porównywaliśmy i zwykle ten ktoś był lepszy, lepiej wyglądał, świetnie mu się powodziło... A u nas wciąż panowała stara bieda. Sama bardzo często do dziś się na tym łapię. Myśląc o tym, że jesteśmy gorsi, stajemy się tacy naprawdę. To jak samospełniająca się przepowiednia - słyszysz: jestem beznadziejna/y i robisz wszystko, by tak się stało - leżysz w łóżku, zamartwiając się, trawisz czas w internecie, wreszcie bezmyślnie gapisz się w okno. A w tym czasie ktoś kupuje dom, który mógł być twoim domem, drugi pisze twoją książkę, kolejny - robi twoją karierę. Dlaczego? Bo kiedy ty płakałeś w poduszkę, on zacisnął zęby i wypruwał żyły, żeby spełnić swoje marzenie. Więc na co czekać? Postawcie jeden mały krok, a za nim ruszy cała lawina zdarzeń, gwarantuję ja i Matylda. Nie wiem, do czego was to doprowadzi, ale ważne, że dopóki piłka w grze, wynik jest otwarty. 

A, no i nie martwcie się - na leżenie przyjdzie czas sami-wiecie-kiedy.



 [MARTA]



Tytuł: Zginęła mi sosna
Autor:Katarzyna Ryrych
Wydawnictwo MG
Liczba stron: 265
Rok wydania: 2017 

2 komentarze:

  1. Kurczę, jednak nadal nie czuję się przekonana do tej książki. Nie czuję tego przyciągania. ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak czułam na początku, potem zdecydowanie mi się zmieniło podejście. Mimo wszystko polecam spróbować :)
      Marta

      Usuń

Fajnie, że do nas wpadłeś. Będzie jeszcze fajniej, jeśli trochę podyskutujemy. Dlatego zostaw po sobie komentarz, będzie nam bardzo MIŁO!! Odpowiemy w przerwie w czytaniu, jeśli nie - stalkuj dalej :)