czwartek, 13 lipca 2017

Dlaczego nie poczułam rytmu passady?


Debiut Anny Dąbrowskiej, Nakarmię cię miłością, niezbyt mnie usatysfakcjonował, ale uznałam, że wszelkie niedociągnięcia były spowodowane tym, że pisarka dopiero wkraczała na rynek literacki i jej styl wciąż jeszcze ewoluował. Zatem kiedy wydała drugą książkę - W rytmie passady - postanowiłam dać jej kolejną szansę.


Dla tych, którzy jeszcze nie przeczytali - krótki opis fabuły:

Nastoletnia Julita, która boi się obcych ludzi, a zwłaszcza mężczyzn, przypadkiem poznaje przystojnego tancerza. Marcel, bo takie jest jego imię, prosi ją o pomoc - dziewczyna ma z nim zatańczyć w tajnym konkursie kizomby, aby wygrać pieniądze dla jego umierającej na raka matki. Problem w tym, że każdy dotyk innego człowieka sprawia dziewczynie niemal fizyczny ból...

Najnowsza książka Anny Dąbrowskiej nie przypadła mi do gustu, więc nie będę owijać w bawełnę i wprost opiszę Wam, dlaczego tak jest.

Ta nieszczęsna fabuła...

Wszystko byłoby z nią dobrze, gdyby nie parę zgrzytów. Po pierwsze - brakuje tła. Srodze zawiodłam się brakiem backgroundu, opisów środowiska bohaterów czy miasta jako tła wydarzeń. Spore pole do popisu stanowiło liceum Julity, o którym są tylko niewielkie wzmianki czy klub taneczny, w którym pracuje Marcel. Nie poznajemy jego współpracowników, niewiele wiemy o tym, jak spędzał wolny czas, zanim poznał Julitę. Wzbogacenie książki o takie elementy mogłoby znacznie podnieść wartość charakterystyki postaci. O Julicie też wiemy mało - tylko tyle, że przebyła traumę i lubi kolorować. Przydałoby się więcej spotkań z przyjaciółką Olą, przykładów codziennych czynności z normalnego życia.

Konkurs? Jaki konkurs?

Marcel i Julita trenują nie dla przyjemności czy zabicia wolnego czasu. Codziennie wylewają siódme poty, by wystartować w nielegalnym konkursie tańca. Tylko... nic o nim nie wiemy. Brakowało mi scen rywalizacji, opisu przygotowań innych par, regulaminu, zasad, by to wszystko uwiarygodnić czy umocować w rzeczywistym świecie. Jeśli oglądaliście Zatańcz ze mną czy kultowy Dirty dancing to wiecie, co mam na myśli.

"Panna Poll"

Nie chodzi mi bynajmniej o główną bohaterkę, a o typ języka, używany przez postacie. Nagminnie ukochani i przyjaciele nazywają się, głównie w myślach, panem (i tu odpowiednie nazwisko) czy panną (ta sama sytuacja). Wydaje mi się to jednak nieco sztuczne. Wiadomo, że w żartach ktoś tak czasem powie do bliskiej osoby, ale bez przesady. Jako polonistka jestem tym bardziej wyczulona na kwestie językowe, więc proponowałabym zamianę powyższej formułki na synonimy: dziewczyna, chłopak lub podmiot domyślny (w języku polskim jak najbardziej poprawny). Od razu lepiej i bardziej naturalnie :).

Finał

Ostatnia scena, której nie zdradzę, żeby nie spojlerować, to już za dużo melodramatu w melodramacie. Maksymalizacja wszystkich tragedii i życiowych katastrof w końcówce nieco mnie rozczarowała, ale przynajmniej autorka mnie zaskoczyła - co jest, mimo wszystko, plusem.

***

Obiecywałam sobie więcej po tej powieści, niestety bardzo się zawiodłam. Tym tekstem wkładam chyba kij w mrowisko, bo wiem, że Anna Dąbrowska ma już spore grono fanów. 3...2...1...ogłaszam start dyskusji w komentarzach!









Tytuł: W rytmie passady
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 392




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Fajnie, że do nas wpadłeś. Będzie jeszcze fajniej, jeśli trochę podyskutujemy. Dlatego zostaw po sobie komentarz, będzie nam bardzo MIŁO!! Odpowiemy w przerwie w czytaniu, jeśli nie - stalkuj dalej :)