sobota, 26 sierpnia 2017

Historia pewnego domu


Czereśnie zawsze muszą być dwie. Tytuł, który trafił w moje ręce zaraz po premierze. Bardzo pożądany, bardzo polecany i bardzo szybko przeze mnie przeczytany. Wzbogacona o wiele pozytywnych recenzji wchłonęłam go w przeciągu kilku dni. I... mam bardzo mieszane uczucia.


Choć Magdalenę Witkiewicz poznałam już wcześniej (głównie za sprawą Lilki i spółki), Czereśnie zawsze muszą być dwie to moje pierwsze prawdziwe spotkanie z jej twórczością. Po książkę sięgnęłam z trzech powodów: 1. zachęcona dobrymi przedpremierowymi recenzjami, 2. z sympatii do autorki, 3. ze względu na piękną okładkę (zgodnie z zasadą, że tak piękne opakowanie musi mieć równie piękną zawartość). Ale po kolei.

Główną bohaterką jest Zosia Krasnopolska, młoda pani architekt, mieszkająca w Gdańsku. Poznajemy ją jako małą dziewczynkę ze szkoły podstawowej. W ten sposób autorka chce pokazać nam, że nawet najmniejsze decyzje mogą mieć wpływ na dalsze życie. Zosia otrzymuje bowiem willę w Rudzie Pabianickiej. Choć dom jest w opłakanym stanie, dziewczyna chętnie do niego przyjeżdża, przekonana i zakochana w jego magiczności. 


Choć historia Zosi mi się podobała, nie mogę tego powiedzieć o samej bohaterce. Wykreowanie jej na naiwną i niezdecydowaną kobietę spowodowało, że nie do końca ją polubiłam. Do tego ciągłe rozterki i zmiany decyzji denerwowały mnie jeszcze bardziej. Jednak sposób opowiedzenia tej historii zrobił na mnie wrażenie. Autorka przedstawia bowiem przeszłość Zosi poprzez pierwszoosobową narrację. To powodowało, że miałam wrażenie, jakby kobieta siedziała tuż obok mnie. Dodatkowo losy młodej dziewczyny, będącej na życiowym zakręcie, zawsze dobrze się czyta. Ale nastawienie i życiowe podejście Zośki pozostawiało wiele do życzenia. 


Otwarcie mogę przyznać, że pomysł na fabułę był oryginalny, a połączenie przeszłych i teraźniejszych losów domu, w którym mieszka Zosia, pozytywnie mnie zaskoczyło (choć zwykle nie lubię takich kombinacji). Niemniej jednak wykreowania historii i rozwiązanie tajemnicy z dawnych lat nie wywołało u mnie zachwytu. Odniosłam wrażenie, że książka trochę na siłę była przedłużana - przez co na moją czarną listę trafił jeszcze jeden bohater. 



Choć Zosia wywołuje u mnie skrajne emocje, tego samego nie mogę powiedzieć o Szymonie, znajomym z Rudy Pabianickiej. Relacja, jaką autorka stworzyła między parą tych bohaterów, była wspaniała. Nienachalna, niebanalna i po części też magiczna. Szymon to w zasadzie taki mężczyzna idealny, ale jednocześnie nieprzerysowany. Za stworzenie jego postaci Magdzie Witkiewicz należą się wielkie brawa (i nie piszę tego dlatego, że jestem kobietą!). 

Książka jest z gatunku tych nostalgicznych i magicznych. Z tajemniczymi postaciami, złą aurą i życiowymi mądrościami. Po przeczytaniu jej nie mówię zdecydowanie "tak", ale nie mówię też "nie". Bo z jednej strony historia jest bardzo ciekawa, z drugiej melancholia, jaka od niej bije, powoduje, że chyba nie jest to wymarzona książka dla mnie. Może minimalnie szybszy bieg akcji i nieprzedłużanie historii przez pana Andrzeja (tak, to on trafił na listę!) spowodowałoby, że bardziej by mi się spodobała. 


Mimo wszystko uważam, że ze względu na to, iż książka bardzo mocno akcentuje fakt, że przeszłość determinuje teraźniejszość, Czereśniom... trzeba dać szansę. Może nie wywróci Wam ona świata do góry nogami, ale na pewno da do myślenia. Każdy kto po nią sięgnie, znajdzie coś dla siebie. 


Z tą autorką jeszcze się nie żegnam, wręcz odwrotnie: zacieram ręce, czekając na nową książkę, którą pisze. Nawet jeśli mi się nie spodoba, wiem, że przeczytanie jej nie będzie czasem straconym. Bo każda historia wnosi coś w nasze życie, prawda ? 






Tytuł: Czereśnie zawsze muszą być dwie 

Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo Filia 
Rok wydania: 2017 
Ilość stron: 489 



7 komentarzy:

  1. Mnie ta książka bardzo mocno wciągnęła. Uwielbiam ją!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, mnie właśnie nie! Choć nie mówię jej zdecydowanego "nie" :)

      Ola

      Usuń
  2. Ojejku, to chyba pierwsza negatywna recenzja jaką spotkałam. Ja jeszcze nic pani Witkiewicz nie czytałam, ale mam zamiar to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę?! Ojej. Do mnie nie przemówiła, ale to chyba akurat tylko ta książka. Bo przeczytałam też inną tej samej autorki i mi się podobała.

      Ola

      Usuń
  3. Słyszałam i czytałam na temat Pani Witkiewicz wiele pozytywnych opinii i sama ma wielką ochotę na zapoznanie się z jej twórczością :)
    Twoja recenzja po raz kolejny daje mi kopa aby wreszcie sięgnąć po dzieła autorki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spod pióra Witkiewicz wyszło dużo książek, więc potrzeba czasu żeby się z nimi zapoznać. Za mną dopiero dwie, więc za Ciebie też trzymam kciuki :)

      Ola

      Usuń

Fajnie, że do nas wpadłeś. Będzie jeszcze fajniej, jeśli trochę podyskutujemy. Dlatego zostaw po sobie komentarz, będzie nam bardzo MIŁO!! Odpowiemy w przerwie w czytaniu, jeśli nie - stalkuj dalej :)